...

Żyję w wielkiej obfitości

Żyję w wielkiej obfitości. I czuję ostatnio dużo radości z mojego życia i bycia sobą. Czuję strach pisząc te słowa. Że to zaraz minie, że coś się zepsuje. Że ludzie mnie odrzucą, bo teraz nie czas na radość i szczęście a inni mają gorzej. Całe życie bałam się to powiedzieć samej sobie. Boję się pisać o swojej radości. Zwłaszcza w tych czasach. Jednocześnie taka jest moja prawda w tej chwili.

Że żyję w wielkiej obfitości.

Ogromnej. Wewnętrznej i zewnętrznej.

Mam wspaniałe dary i zasoby, wyuczone umiejętności i bogaty świat wewnętrzny, który mogę eksplorować na nieskończone sposoby. Mam odwagę i determinację, żeby to robić i kawał odkrytych wewnętrznych i uświadomionych ran i schematów. Mam cudownego, mądrego i pięknego partnera, który jest zdrowy. Mam pracę, którą kocham. Jest moją pasją, daje mi poczucie spełnienia. Jestem finansowo niezależna choć nie posiadam nieruchomości i wystarcza mi na moje potrzeby. To są największe nowe obfitości, za które jestem wdzięczna i zmieniają mi one jakość życia ogromnie!

Jestem otoczona ludźmi z pasją. Mam w miarę zdrową rodzinę bliższą i dalszą. Ludzi, których coraz bardziej mogę nazywać przyjaciółmi. Jestem w przestrzeniach z ludźmi, którzy odkrywają swoje człowieczeństwo. Mam dostęp do wspaniałych nauczycieli i narzędzi, których spotykam i wybieram na mojej ścieżce. Żyję w sprawnym ciele, mogę tańczyć, turlać się po podłodze, biegać, śpiewać, czuć, myśleć, tworzyć i doświadczać połączenia z innymi Istotami.

Słońce głaszcze moją skórę i słyszę wiatr za oknem. To niesamowite, bo to jasne jak słońce, a ja to widzę tak jasno dopiero od niedawna. Mam poczucie, że to najlepszy czas w moim życiu.

Chociaż wciąż z umysłu wychodzi pytanie: czy ja mogę być radosna i pełna wdzięczności, gdy na świecie tak wiele istot teraz cierpi? Czy ja mogę doceniać siebie i pisać o tym, gdy wciąż jestem tak bardzo nieidealna? Gdy wciąż tak wielu rzeczy nie umiem i nie wiem? Gdy wciąż przed tak wieloma rzeczami uciekam? Z wahaniem i ze strachem odpowiadam sobie: tak, mogę.

Przez większość życia raczej szukałam dziur w całym i dowodów na to, że coś jest nie tak ze mną i z moim życiem. Głównie w sobie, ale też i w innych. Ta tendencja tkwi we mnie głęboko jak nałóg. Dzięki mojej pracy i pasji żyję na co dzień w świadomości rozległości i głębi ludzkich i swoich przede wszystkim mroków, które miałam i mam szczęście i nieszczęście widzieć i doświadczać. Nie ufam ludziom, którzy mówią, że wystarczy uwierzyć i będziesz mieć wszystko. Odkrywam, że moja obfitość jest moją decyzją.

Nie afirmacją, przekonywaniem siebie. Życie w obfitości lub jej braku jest deklaracją, która tworzy moją rzeczywistość w tej chwili. To nie kwestia wiary, lub jej braku. To decyzja, którą podejmuję we wszystkich swoich aspektach to znaczy, że nie tylko w głowie. Bo niewiele się zmieniło realnie. W większości ja po prostu widzę to inaczej. Zajęło mi to parę lat, żeby te zdania wyszły z mojego intelektualnego rozumienia i wylądowały w mojej całej Istocie.

Dla mnie podjęcie tej decyzji stało się możliwe dopiero, gdy przyjęłam, że nie ma czegoś takiego jak prawdziwa historia o czymkolwiek lub kimkolwiek.

To jest też moim zdaniem najważniejsze – przyznać się i poczuć strach tego, że nie wiem. I że nikt nie wie. To deklaracja, którą wybieram. Za tym stoi strach odpowiedzialności i największa wolność jakiej doświadczyłam. Wolność nadawania znaczenia temu, co się wydarza w moim życiu.

Życie w obfitości jest przyjemne. Czy pozwalasz sobie na nie?

Jeśli ciągle wydaje ci się, że czegoś ci brakuje, to tak naprawdę nie wiesz, co masz.

Ps. Jeżeli jesteś zainteresowany odczuwalnym praktykowaniem poczucia własnej mocy to organizuje spotkania online na których doświadczalnie rozświetlamy swoją przestrzeń wewnętrzną.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.